"Słodycz bywa zdradliwa" - odcinek 2.

Nazajutrz do jego biura położonego nieopodal międzyrzeckiego rynku przyszedł właściciel lokalu, w którym doszło do serii morderstw. Drawski zauważył, że klient jest roztrzepany i załamany. Postanowił zacząć rozmowę.
-Dzień dobry panie Ostrowski! Proszę, niech pan spocznie.
Przedsiębiorca kompletnie zbity z tropu, rozsiadł się w wysłużonym fotelu. W ostatniej chwili zdążył przełożyć na sąsiedni, dębowy stolik futerał ze skrzypcami.
-Co pana do mnie sprowadza? Jak mniemam ostatnie wydarzenia – ciągnął Marcin.
-Dzień dobry. Trafił pan w sedno sprawy. Jestem zdezorientowany. Nie wiem, co mam robić. Chyba zamknę interes.
Ostrowski nerwowo zastukał paznokciami w oparcie siedzenia.
-Żeby tego było mało – kontynuował – policja pozostawia mnie w kręgu podejrzanych. Pomoże mi pan?
Detektyw uważnie słuchał rozmówcy. Nagle odwrócił się do niego przodem, by móc przyjrzeć się jego ciału i zachowaniu. Błyskawicznie zauważył markowy zegarek i wyczuł mocne, gryzące (ogólnie niezbyt przyjemne w zapachu) perfumy od znanego projektanta. Z zamyślenia wyrwał go wystraszony i z lekka poirytowany głos przedsiębiorcy, który wyraźnie oczekiwał odpowiedzi na pytanie, którego Drawski nie usłyszał.
-Panie Ostrowski, niech pan się wstrzyma z zamknięciem cukierni. Kawy, herbaty?
Właściciel sklepu spojrzał na śledczego z niekrytym zdziwieniem. Spodziewał się innej odpowiedzi. Już miał coś powiedzieć, ale detektyw go wyprzedził:
-Czy mogę jeszcze coś dla pana zrobić?
Mało co rozumiejący Ostrowski wyszedł z biura. Marcin rozsiadł się wygodnie w welurowym fotelu nieopodal wygasłego kominka. Wziął do rąk skrzypce i szarpiąc delikatnie każdą ze strun, rozpoczął strojenie instrumentu.
Następnego dnia z samego rana Drawski poszedł do cukierni. Otworzył drzwi. Tym razem uzupełnione o dolną szybę i niewielki dzwoneczek. Widocznie uznano, że może w ten sposób sprawca zostanie szybciej ujęty. Śledczy niespiesznie wszedł do sklepu. Podłoga była idealnie czysta, ani grama mąki. W powietrzu unosił się wyłącznie zapach świeżego ciasta. Przy ladzie stała mała kolejka. Detektyw postanowił, że do niej dołączy. Podszedł do ostatniego w ogonku mężczyzny. Nagle „uderzyło” go coś znajomego. Zdawało się jednak odległe i zatarte. Drawski, nie chcąc tego utracić, wytężył swoją pamięć i wszystkie zmysły. Zamarł. „Tak! To musi być to!”. Już wiedział, co sprawiło, że jego nos ponownie oszalał. Znów poczuł woń białych róż. Biła od człowieka stojącego przed nim. Dokładnie taka sama, jak na miejscu zbrodni. Identyczna. Z zamyślenia wyrwał go uprzejmy, lecz odrobinę drżący głos ekspedientki, która obsługiwała nieznajomego:
-Dzień dobry Panie Olivierze! Co podać?
-To, co zwykle – odpowiedział spokojnie mężczyzna.
Sprzedawczyni sięgnęła do stojącego po lewej stronie koszyka wyłożonego lnianą ściereczką i wyjęła sześć rumianych, pachnących konfiturą z dzikiej róży rogalików.
-Poproszę 8 złotych.
Klient sięgnął do kieszeni. Wyjął rękę pełną monet. W tej samej chwili na podłogę upadł spory listek tabletek oraz zadźwięczała ampułka z czymś płynnym. Drawski schylił się, podniósł leki, przyjrzał im się przez ułamek sekundy i zwrócił właścicielowi, który wybąkał jedynie: „Dziękuję” i jak najszybciej mógł, ulotnił się ze sklepu. Detektywa zdziwił ten pośpiech. Nie miał jednak czasu na rozważania, gdyż nadeszła jego kolej.
-Co podać? – zagadnęła miło kobieta.
-To samo, co poprzedni klient – odrzekł śledczy, wskazując na drzwi.
Ekspedientka ponownie zapełniła papierową torebkę. Już miała podać Marcinowi kwotę do zapłaty, jednak ten wyprzedził ją swoim niecodziennym pytaniem:
-Moglibyśmy chwilę porozmawiać? Jestem detektywem.
Dziewczyna spojrzała na Drawskiego ze zdumieniem. Nie powiedziała ani słowa, a jej wzrok zastygł.
 
Maria Kuszyńska z klasy 3b

Szczęśliwy numer

Na dziś
to
12
Następne losowanie o godzinie 18:00

Polecamy

orzel
 

 

 

   
   
   

 

 

Licznik odwiedzin

0242415