W lecznicy zwierząt

W lecznicy zwierząt

Gabinet weterynaryjny to często tętniące życiem miejsce. Prawie każdy ma swojego pupila i chce o niego dbać. Jednak czy każdemu weterynarzowi warto zaufać?

Od kuchni…

21 października 2014 roku wybrałam się z moim pieskiem do gabinetu weterynaryjnego Wal-Vet w Międzyrzeczu. Od zewnątrz wygląda jak zwykły dom jednak zauważam plakat z napisami „Gabinet weterynaryjny”, więc wchodzę do środka. Siedzę w korytarzu razem z moim kudłatym towarzyszem – Elvisem i czekam na swoją kolej. Przez uchylone drzwi widzę dużego, czarnego kota – był lekko przestraszony ( jak to bywa u lekarza ), ale ufa weterynarzowi. Elvis ma niepewny wzrok, bo już wyczuł zapach leków, maści, innych zwierząt i weterynarza. Nagle słyszę ciepły głos mężczyzny: „Zapraszam!”. Powoli wchodzę do pokoju, a Elvis wlecze się niechętnie za mną. Przy ścianach stoją witryny wypełnione różnego rodzaju lekarstwami, ulotkami, strzykawkami, itp. Na ścianie obok wiszą plakaty. Po prawej stronie znajduje się stół, na którym zapewne kładzie się mniejsze zwierzęta w celu przebadania ich. Zaś po lewej stoją karmy, które są reklamowane. Pomieszczenie sprawia raczej przyjazne wrażenie.

Nie taki diabeł straszny …

Naprzeciw mnie stoi średniego wzrostu mężczyzna o pogodnej twarzy. Elvis jest tu po raz pierwszy, więc chowa się za mną. „Nie bój się malutki. Nic ci nie zrobię. Tylko cię przebadam. „No, chodź!” – zachęca pieska weterynarz. Zwierzak niepewnie zbliża się do mężczyzny. Ten daje mu smakołyk i gładzi po pyszczku. Od razu napięcie się rozładowuje. Pierwsze lody przełamane. Elvis powoli nabiera zaufania do weterynarza, bo czuje, że to dobry człowiek. Bada pieska i mówi, że wszystko z nim dobrze. Umawiamy się na kolejną wizytę. Elvis liże dłoń mężczyzny na pożegnanie i zadowolony wychodzi z gabinetu, a ja za nim.

Podejście do zwierzaka – ważne czy nieistotne?

Moja wizyta była bardzo przyjemna. Jednak czy każdy ma tylko miłe wspomnienia związane z lecznicami dla zwierząt? Kiedy parę dni później spotykam się z moją koleżanką – Anetą – opowiada mi swoje niemiłe przeżycie dotyczące weterynarza. Aneta przychodzi do gabinetu (który od początku wydaje się jej ponury), zawiadamia lekarza, że jej pies ma zapalenie ucha. Zwierzę jest bardzo agresywne, bo boi się mężczyzny. Kobieta nie ma kagańca dla psa, więc nie wiedzą, co począć. Nagle, kiedy pies zaczyna warczeć, weterynarz z całej siły uderza go ręką po pysku. Aneta nie wierzy! Stoi jak wryta. Pies skomle żałośnie. Kobieta nie wie, co powiedzieć, więc bierze psa i po prostu wychodzi. Jest oburzona i zszokowana. Jej pupil od dawna nie lubił tego mężczyzny (może właśnie jego podejście spowodowało agresję zwierzęcia). Aneta powiedziała mi, że już nigdy więcej nie będzie korzystać z usług tego weterynarza. Takie przypadki też się zdarzają …

Na koniec ...

To od weterynarza zależy, czy gabinet tętni życiem, czy tylko leczy choroby ciała czy lekarz umie stworzyć przyjazną atmosferę i traktuje zwierzęta jak wrażliwe istoty.

                                                                                                          Marlena Banaszak

                                                                                                          klasa III c

Szczęśliwy numer

Na dziś
to
12
Następne losowanie o godzinie 18:00

Polecamy

orzel
 

 

 

   
   
   

 

 

Licznik odwiedzin

0245064