Reklama - można jej ufać?

Reklama – można jej ufać?

Wiele razy zastanawiałam się, czy reklama, którą oglądam, mówi prawdę czy też próbuje omotać mnie sobie wokół palca.

Mama opowiadała mi, że w dzieciństwie, kiedy miałam 2 lata, biegałam bezcelowo po pokoju jak szalona. Gdy spostrzegałam w telewizji reklamę, zatrzymałam się i z otwartą buzią gapiłam się w ekran jak zaczarowana. Reklamy muszą mieć coś w sobie, skoro potrafią zainteresować dwuletnie dziecko. Nie wiem, czy chodziło o melodię, o paletę barw czy też po prostu o obrazy. W każdym razie reklama wywarła na mnie duże wrażenie.

To jest właśnie cel reklamodawców – zwrócić naszą uwagę. Nieważne, czy produkt jest dobry jakościowo, czy też nie.

Sama pamiętam, że jako mały szkrab byłam bardzo naiwna i każda reklama wzbudzała moje zaufanie. Nie wiedziałam, co to jest perswazja czy też manipulacja. Ufałam tym idealnym, pięknym i miłym twarzom reklamującym kolorowe, kuszące produkty. Gdy ujrzałam jakąś zabawkę, musiałam ją mieć. Zawsze błagałam tatę: „Tato, tato! Zobacz, jaka wspaniała lalka! Kupisz mi ją? Proszę! Takiej jeszcze nie mam!” i w kółko to samo, a lalek na półce przybywało i właściwie niewiele się od siebie różniły.

Reklamy wprowadzają nas w wyidealizowany świat, który nie jest prawdziwy. Jeremy Rifkin twierdzi, że: „Marketing wytwarza hiper – rzeczywistość. Jego sukces tkwi w zdolności tworzenia kopii lub symulacji, która jest bardziej atrakcyjna niż rzeczywistość i dlatego ją zastępuje”. Również tak sądzę. Chcemy oderwać się od melancholii i codzienności. Szare, nijakie, smutne i nieciekawe dni wolimy zastąpić tymi idealnymi, kolorowymi, przedstawianymi w reklamach.

Niedawno oglądałam reklamę wodoodpornego tuszu. Piękna kobieta (zapewne modelka) zapewniała mnie, że używając tego tuszu, nigdy nie będę musiała się martwić, że się rozmaże podczas kąpieli w basenie, jeziorze czy też morzu. Mój tusz się skończył, więc poszłam do sklepu i kupiłam ten „nienaganny”. Było ciepło, więc wybrałam się z przyjaciółmi nad pobliskie jezioro. Gdy po zanurzeniu się w wodzie wyszłam na brzeg, moje koleżanki zaczęły chichotać. Wyglądałam jak panda! Ten „wodoodporny” tusz całkowicie mnie zawiódł! Od tamtej pory przestałam ufać reklamom. Mimo że był markowy, to nie tak dobry jak mój poprzedni, sprawdzony. Dlatego sądzę, że świetna reklama i marka nie zawsze świadczą o jakości produktu.

Każdego dnia czy to w internecie, czy w telewizji, czy jadąc ulicą napotykam tysiące reklam. Denerwuje mnie to, ponieważ staje się to wręcz nachalne. Keüchiro Skinode, zajmujący się innowacją w komunikacji i reklamach, potwierdza moje zdanie: „Bombardowanie klientów komunikatami, których oni nie chcą, przestaje mieć sens”. Tym bardziej, że oni nie lubią głupich, żenujących, przewidywalnych i sztucznych reklam, np. reklama T-mobile z nową taryfą Jump.

Oczywiście są reklamy, które mi się podobają i które wywołują na mojej twarzy uśmiech. Na przykład pomysł na reklamę sieci komórkowej Orange, który według mnie jest świetny i przezabawny. W każdej reklamie bohaterami są dwie maskotki: Serce i Rozum. Rozbawiają widzów swoimi kłótniami lub grą słów. Jest to „inteligentna”, przyjazna reklama, która bardzo mi się podoba.

Mimo że nie każdej reklamie można ufać, to i tak sądzę, że są one potrzebne. Po prostu trzeba być ostrożnym i uważnym. W końcu bez reklam nie mielibyśmy połowy praktycznych i niezbędnych rzeczy potrzebnych w życiu. Jednak musimy pamiętać, że ufając reklamie, dużo ryzykujemy, bo przecież nie wszystko złoto, co się świeci.

                                                                                                          Marlena Banaszak

                                                                                                          klasa III c

Szczęśliwy numer

Na dziś
to
9
Następne losowanie o godzinie 18:00

Polecamy

orzel
 

 

 

   
   
   

 

 

Licznik odwiedzin

0253301